JESTEŚ CZYMŚ WIĘCEJ …

Najpiękniejsza jesteś wtedy, kiedy tak się czujesz. I nie ma tu znaczenia twój wiek, wzrost ani waga. Nie liczy się to czy jesteś mężatką, rozwódką czy singielką. Nie ważnie czy kochasz mężczyzn czy kobiety. Czy jesteś matką pięciorga dzieci czy też nigdy nie doświadczyłaś macierzyństwa. Czy pochodzisz z bogatej czy biednej rodziny. Czy ubierasz się na Moliera 2 czy w znanej sieciówce. Czy na dzień dobry nakładasz make-up czy do wieczora pozostajesz saute. Uwierz mi – twoje piękno to coś znacznie więcej.

O tym jak kultura popularna krzywdzi dziewczynki i kobiety napisała klika lat temu w książce „Obsesja piękna” dr Renee Engeln.

„Deprecjonując własne ciało, przekazujemy innym ludziom komunikat, że także mogą to robić. Pokazujemy kobietom, że powinny nieustannie martwić się o swój wygląd, a nienawiść do swojego ciała jest rzeczą normalną”.

Perfekcyjnie nauczyłyśmy się gardzić ciałem i karać je za to, że nie spełnia naszych oczekiwań. Jest za grube lub za chude. Zbyt piegowate lub pomarszczone. Ma na sobie pooperacyjne blizny. Nie jest wystarczające sprężyste, jędrne i gładkie. Zdradza wszystkie oznaki upływającego czasu. I jeszcze to – jest inne od ciał, które mają panie z telewizora.

Dlatego męczymy je i dręczymy kolejnymi fitnessami, zabiegami, dietami, postami. Wklepujemy, drenujemy, odsysamy, ugniatamy. Wyszczuplamy, opalamy, przedłużamy, doklejamy. Ten obłęd zdaje się nie mieć końca. Wszystko tylko dlatego, że dawno, dawno temu uwierzyłyśmy, że właśnie na tym polega piękno. A idąc o krok dalej, że to jedyna droga do szczęścia. Najwyższy czas się przebudzić z tego koszmaru, który same sobie fundujemy. Tak! Same to sobie robimy. Porównując się, oceniając, umniejszając. I wiecie co nam to robi dziewczyny? To, że idziemy przez życie z paskudnym poczuciem bycia gorszą i niewystarczającą, które brutalnie kasuje każdą najmniejszą radość. Cholernie mocno nas to drenuje z boskiej, kobiecej energii. Wyjaławia, osłabia i przede wszystkim nieludzko męczy.

Odrzucając nasze ciała, odcinając się od nich zaniedbujemy ważną część siebie. A przecież nasze ciało doskonale pamięta wszystkie wdzięczności. I niewdzięczności też. Ktoś kiedyś pięknie napisał, że jeśli możemy kochać tylko to, co perfekcyjne, to nie jest to prawdziwa miłość. Kochać siebie to znaczy objąć czule wszystkie nasze popękane kawałki i dostrzec w każdym z nich niezwykłe piękno. Tego nam potrzeba dziewczyny. Miłości własnej. Akceptacji, czułości, troski i życzliwości. Bez nich skazujemy się na wieczną udrękę, zgorzknienie i niezadowolenie. One podsycają w nas ogromny głód, który nie pozwala nam cieszyć się życiem wypełnionym miłością, kobiecością i seksualnością.

Nie musisz czekać na specjalną okazję, żeby od nowa zaprzyjaźnić się ze sobą i swoim ciałem. Nikt nie wystawi ci pisemnego pozwolenia na życie, w którym jest miejsce na samoakceptacje. To twoje zadanie i praca, którą potrzebujesz wykonać z miłości i szacunku do siebie. Bo najpiękniejsza jesteś wtedy, kiedy właśnie tak się czujesz. Proszę cię, zawsze o tym pamiętaj.

(Visited 172 times, 1 visits today)

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *