Najwyższy czas coś z tym zrobić.

Wstyd to jedna z najbardziej destrukcyjnych sił w życiu. Działa podstępnie, w ukryciu. Krok po kroku konsumuje naszą odwagę, poczucie własnej wartości, kobiecości, pewności siebie. Wstyd sprawia, że czujemy się gorsze, niewłaściwe, nic niewarte. To przez niego zaniżamy swoje możliwości (średnio o 30%), ukrywamy talenty, rezygnujemy z siebie. Karl Jung kiedyś powiedział, że wstyd to emocja, która zjada naszą duszę. Trudno się z tym nie zgodzić.

Wstydzimy się swojego wstydu, więc przykrywamy go różnymi maskami, które na moment pozwalają zapomnieć o tym, co wciąż uwiera. Często otulamy wstyd grubym kocem perfekcjonizmu, spod którego niewiele widać. Dużo nas to kosztuje. W końcu wkładamy całą swoją energię, wszystkie myśli i emocje w ten misternie utkany kamuflaż. To cena jaką decydujemy się zapłacić za chwilowe poczucie ulgi, która przynosi upragniony spokój.

Skąd w nas tyle wstydu?

Z życia. Z sytuacji, relacji, zdarzeń, które na przestrzeni lat zawstydzały nas swoją surową reakcją, niesprawiedliwą oceną, obezwładniającą krytyką. A my, często zupełnie nieświadomie, sklejałyśmy się z nimi na dobre zapominając o swoim prawdziwym ‘ja’. A przecież to jak postrzegają nas inni nie jest prawdą o nas. Jesteśmy czymś więcej. Potrzebujemy to sobie nieustannie przypominać żeby nie stracić z pola widzenia tego, co najważniejsze – siebie!

Czego najczęściej się wstydzimy?

Wszystkiego. Serio! Wstydzimy się: bałaganu w domu, swojego wyglądu, niepowodzeń, sukcesów, braku kompetencji, swojego ciała, krytyki, bycia sobą, swojej seksualności, braku wykształcenia, okazywania emocji, niskich zarobków, swojego wieku, rodziny, proszenia o pomoc, rozwodu, swoich nałogów, braku niezależności finansowej, bycia samotną mamą, bycia singielką, mówienia NIE, trudnego dzieciństwa, relacji z matką, nadwagi, sexu, braku sexu, tego, że się starzejemy, tego, że sobie z czymś nie radzimy, tego, że czasem chciałybyśmy pobyć same (bez dzieci i swoich bliskich), tego, że nie potrafimy wyjść z toksycznego związku, tego, że nie potrafimy stworzyć stałego związku.

Wstydzimy się za siebie i swoich bliskich. Wstydzimy się za swoich rodziców, mężów, partnerów, dzieci. Dużo tego wstydu bierzmy na swoje barki. Dużo za dużo. Największy siłacz by tego nie uniósł. My też nie dajemy rady, więc przepraszamy. Z poczucia winy, które wykiełkowało z naszego wstydu. Bo przecież kobieta powinna. Kobieta musi. Bo od niej się wymaga i oczekuje. Twarda ma być, niezłomna i waleczna. A jak do tego tego jest matką, no to już same wiecie.

Jak sobie z tym poradzić?

Ta surowość i absurdalnie wysoko zawieszona poprzeczka społecznych oczekiwań daleko nas nie zaprowadzi. W pracy nad wstydem warto wybrać ścieżkę czułości, wyrozumiałości i empatii, o których tak pięknie pisze profesor Brene Brown. Trzeba nam dziewczyny takiego wewnętrznego przytulenia, które stwarza poczucie bezpieczeństwa, spokoju i akceptacji. Tylko wtedy będziemy w stanie rozpuścić ten lęk, rozmiękczyć go i wypłaszczyć. Jednym słowem – jakby to powiedział Qczaj – „ukochaj się” się dziewczyno! To ukochanie daje dystans, tworzy bufor, który pozwala spojrzeć na swój wstyd z nieco innej perspektywy. I nagle orientujemy się, że nie tylko w nas mieszka wstyd; że inni też tak mają. To odkrycie daje ukojenie, pomaga normalizować wstyd zmniejszając jego siłę. Tak to właśnie działa. To co wstydliwe, wypierane i ukrywane rośnie w nas każdego dnia. To co głośno wypowiedziane – traci swoją moc.

Znajdź osobę, której bezpiecznie możesz pokazać swój wstyd i pozwól sobie, by zadziały się cuda.

(Visited 56 times, 1 visits today)

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *