Każde ciało zasługuje na szacunek.

W Internecie pojawiły się zdjęcia Davida Beckhama, który wraz z córką wybrał się na wycieczkę do Wenecji. Nie trzeba było długo czekać na lawinę komentarzy pełnych hejtu, jadu i niewybrednych złośliwości. Wiecie co było powodem zagorzałej dyskusji internautów? Już wam mówię – wygląd dziewczynki. „Gruba, brzydka, nieatrakcyjna, ma masywne ramiona i otłuszczone uda”. To tylko niektóre epitety jakimi określono dziesięcioletnią córkę Beckhama. Notabene, jej mamie też się dostało. Jeden z komentarzy brzmiał: „David taki przystojny i wysportowany, niestety żona anorektyczka, a córka grubaska”.

To zdanie perfekcyjnie ilustruje chory i niebywale szkodliwy mechanizm, który łapie nas w swoje szpony kiedy mamy mniej więcej dziesięć lat. Pięknie o tym pisze Glennoy Doyle w książce „Nieposkromiona”. Właśnie wtedy orientujemy się, że istnieją pewne kody kulturowe, społeczne normy i oczekiwania, które mówią nam jakie mamy być, co nam wolno, a czego nie. Dowiadujemy się między innymi, że złość piękności szkodzi. Tak jakby naszym jedynym zadaniem do zrealizowania na tej planecie było bycie piękną. Albo to: „grzeczne dziewczynki się nie złoszczą”. Bzdura! Niestety powtarzana z pokolenia na pokolenie wyrządza nam nieprawdopodobną krzywdę. W obawie przed brakiem akceptacji i społeczną dezaprobatą na wszelki wypadek chowamy złość w sobie i nosimy niewypowiedzianą przed długie lata. Nie muszę wam mówić co to nam robi. Doskonale to wiecie, prawda?!

Kiedy mamy dziesięć lat zaczynamy się również orientować, że istnieje wiele reguł, które opisują to jakie powinno być nasze ciało. Grzeczne i potulne, bo tak nas nauczono, robimy wszystko co w naszej mocy, żeby zmieścić się w akceptowalnych ramach czyli gdzieś w okolicy magicznego rozmiaru 36. Do cholery! Przecież nasze ciała nie są po to, żeby się komuś podobać. Każde ciało jest piękne i każde zasługuje na szacunek. Niezależnie od swojego wieku, wagi, ilości zmarszczek. Każde! Bez wyjątku.

Nie wiem skąd w nas ta potrzeba komentowania cudzego wyglądu. I zawstydzania nas. Tak, komentowanie naszych ciał wywołuje w nas wstyd. Czujemy się brzydkie, gorsze, mniej wartościowe, nieatrakcyjne. Drastycznie spada nasza samoocena, pewność siebie, poczucie własnej wartości. Tam gdzie pojawia się wstyd, narzucamy sobie niemożliwe do spełnienia standardy. Sobie, ale również innym kobietom. Wpadamy w błędne koło. Coraz wyżej zawieszamy poprzeczkę. Coraz trudniej nam do niej doskoczyć. To rodzi frustrację, niemoc i zagubienie. Staramy się z całych sił, a i tak znajdzie się ktoś, dla kogo będziemy: za młode, za stare, za chude, za grube, za niskie, za wysokie, za ładne, za brzydkie. I nie ma znaczenia czy jesteś córką Jana Kowalskiego czy Davida Beckhama. Ta historia zdaje się nie mieć końca.

Ale wiecie co dziewczyny? To nie jest historia o nas. To historia o tych, którzy pozwalają sobie na te ohydne i nikczemne komentarze. To historia o ich braku empatii i wrażliwości. To historia o ich wewnętrznym dziecku, które tak bardzo domaga się akceptacji, miłości i uwagi. Dlatego jeśli kiedykolwiek spotka cię nieprzychylny komentarz dotyczący twojego ciała, nie bierz go do siebie. Pamiętaj, że jesteś kimś więcej niż tylko to, jak wyglądasz. A twoje ciało jest najpiękniejsze na świecie, bo jest twoje i służy ci dzielnie od tylu lat. Szanuj je, dbaj o nie, doceniaj i ciesz się z tego wszystkiego, co dzięki niemu jest możliwe. I nigdy, przenigdy nie obwiniaj się za to, że nie jest takie, jakim chcieliby widzieć je inni. Bo jak mówi cudna Ola Domańska: „Ciało bogini za nic się nie wini”. A ty jesteś boska. Taka, jaka jesteś. Zawsze o tym pamiętaj!

(Visited 125 times, 1 visits today)

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.